Ubytek przegrody międzykomorowej (VSD), czyli kiedy „dziurka w sercu” jest groźna?

W dzisiejszym tekście chcielibyśmy opowiedzieć Wam o jednej z najczęściej występujących wad wrodzonych serca, a mianowicie o wadzie zwanej fachowym językiem kardiologicznym ubytkiem przegrody międzykomorowej, czyli VSD. A mówiąc językiem zrozumiałym dla każdego – „dziurką w sercu”. Cóż kryję się pod tą nazwą?

Jak pamiętacie z naszych poprzednich tekstów, serce zbudowane jest z czterech jam: dwóch mniejszych zwanych przedsionkami (lewym i prawym) oraz dwóch większych zwanych komorami (lewą i prawą). Oddzielone są one od siebie „ścianami” zwanymi przegrodami: „ściana” oddzielająca przedsionki to przegroda międzyprzedsionkowa, zaś ta oddzielająca komory to przegroda międzykomorowa. Warto zaznaczyć, że ta ostatnia nie jest „prostą” ścianą jak ta, która oddziela dwa pokoje w mieszkaniu. Jej kształt przypomina raczej zakrzywioną ścianę beczki. I to właśnie „dziurka” (czyli ubytek) w tej „ścianie” (czyli przegrodzie międzykomorowej) jest istotą wady, o której mówimy. W wyniku braku części owej „ściany” krew płynąca w komorach miesza się – a nie powinna.

Zapytacie: jak to się dzieje, że u niektórych maluchów wada ta występuje? Tego do końca nie wiemy. Powstaje ona już w pierwszych tygodniach ciąży, gdy serce zaczyna się kształtować – a wierzcie nam, jest to proces bardzo skomplikowany! A jak wiadomo, im coś jest bardziej skomplikowane, tym łatwiej może się zepsuć.

Czasem rodzice dzieci z tą wadą pytają nas, czy trudny, ciężki poród mógł wpłynąć na wystąpienie tej wady. Odpowiedź brzmi: nie, nie mógł. Wada ta powstała długo przed porodem i jego przebieg nie wpływa nawet w najmniejszym stopniu na jej pojawienie się u Waszego malucha.

Czy jest to wada groźna dla życia i zdrowia dziecka? To zależy, jak duża jest owa „dziurka”. A wielkość jej może być bardzo różna: od ukłucia szpilką do sytuacji, gdzie obejmuje ona całą lub prawie całą przegrodę międzykomorową (w tym drugim, skrajnym przypadku bardziej zasadnym byłoby użycie słowa „dziura”). I to właśnie wielkość owej „dziurki”/”dziury” determinuje wystąpienie objawów, a także decyduje o konieczności wykonania zabiegu operacyjnego.

Kardiolog dziecięcy po wykonaniu badania echo serca klasyfikuje każdy ubytek przegrody międzykomorowej do jednej z trzech grup: małych, średnich lub dużych.

Pozwólcie, że nie będziemy Wam szczegółowo opisywać zasad owej klasyfikacji. Istotne jest to, że ubytki małe najczęściej nie wymagają operacji, czyli tego, czego rodzice się najbardziej obawiają. Niestety czasem, przy ich niekorzystnym położeniu, także i one muszą być zoperowane, ale dzieje się tak bardzo rzadko. Ubytki tej wielkości nie powodują istotnych zaburzeń w pracy serca, serduszka nawet małych dzieci doskonale sobie z nimi radzą. Dzieci z takimi ubytkami żyją normalnie, a mogą nawet uprawiać sport wyczynowy. Zdarzały się osoby z takimi ubytkami sięgający po olimpijskie medale. Nie wymagają więc one operacji a ponadto… nawet 80% z nich zamyka się sama!

Na przeciwnym biegunie znajdują się ubytki duże. Te prawie zawsze wymagają pomocy kardiochirurga, gdyż prawdopodobieństwo ich samoistnego zamknięcia jest znikome, a wraz z upływem czasu serce zaczyna coraz gorzej sobie z nimi radzić. W konsekwencji bez leczenia dochodzi do sytuacji zwanej przez nas niewydolnością serca. Serce przestaje sobie radzić z prawidłowym pompowaniem krwi, co niesie za sobą poważne konsekwencje dla dziecka.

No i trzecia, najbardziej niejednorodna grupa, czyli ubytki średnie. W tej grupie część ubytków wymaga operacji, a część nie. Decyzja jest podejmowana w każdym przypadku indywidualnie, biorąc pod uwagę wiele różnych składowych. Ponadto w tej grupie ubytek początkowo niewymagający operacji może po kilku miesiącach czy latach obserwacji okazać się większym problemem i konieczny staje się zabieg.

Operacja małego serduszka to zawsze olbrzymi stres dla rodziców. Zabieg jest oczywiście związany z pewnym ryzykiem, ale w tej wadzie jest ono bardzo, bardzo małe, a do powikłań dochodzi niezwykle rzadko. Mimo wszystko jest ona proponowana tylko w tych przypadkach, w których pozostawienie „dziurki w sercu” stanowi duże ryzyko doprowadzenia do sytuacji, w której serce przestanie sobie z tą wadą radzić. Jeśli więc w stosunku do Waszego dziecka propozycja zabiegu padnie, nie odrzucajcie jej pochopnie.

Jak więc widzicie, pod jedną nazwą „dziurka w sercu” mieści się bardzo szeroki wachlarz zagrożeń: od wady bez znaczenia dla dziecka do ciężkiego jej przebiegu. Gdy więc rodzice naszych małych pacjentów pytają nas: „moje dziecko ma dziurkę w sercu, czy to jest dla niego groźne?” odpowiedź jak zwykle nie jest prosta i zaczyna się od: „to zależy!”.

Odkryj więcej z Pediatrzy od serca

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej