„Słyszę u malucha szmer nad sercem. Czy ktoś już wcześniej go wysłuchał?” – najczęściej w ten lub podobny sposób informujemy rodziców o znalezisku. Warto dodać, że w gabinecie pediatry zwykle dzieje się to przy okazji badania bilansowego lub podczas infekcji, a więc jest to znalezisko przypadkowe, które w takiej sytuacji nie jest powodem wizyty.
Odpowiedzi, które wówczas otrzymujemy, można sprowadzić do dwóch rodzajów. Pierwszy to spokojne „tak, jesteśmy już po echo, wszystko wiemy”. I to w zasadzie kończy rozmowę na ten temat: ktoś wysłuchał szmer, odbyła się konsultacja kardiologa, wykonano badanie echokardiograficzne, czyli USG serca i mamy jasną sytuację. Dziecko albo pozostaje pod opieką kardiologa z powodu już wykrytej wady serca, albo taką wadę wykluczono i uznajemy sprawę za zakończoną.
Na drugim biegunie stoi nagły strach w oczach rodzica i zlęknione: „nie, nikt nic nigdy nie mówił!”. Jest to odpowiedź zdecydowanie częstsza, a co więcej – absolutnie nie dziwimy się, że jest związana z ogromnymi emocjami! Rodzic właśnie usłyszał, że jego ukochane, otoczone dotychczas najlepszą troską i opieką dziecko, ma szmer nad sercem. Nad sercem! Które w oczach wielu osób jest najważniejszym organem w ludzkim ciele – przecież jak serce przestaje bić, to człowiek umiera. Czy to zatem oznacza, że ten ukochany urwis ciężko choruje? Zaraz po tej myśli pojawia się kolejna: jak to możliwe, że do tej pory nikt nie zwrócił na to uwagi? Przecież tu chodzi o serce: skoro jest szmer, to jest choroba, a choroba serca to nie jest to samo, co zwykłe przeziębienie czy stłuczenie nogi.
I tu warto się zatrzymać – bo sprawa, choć brzmi poważnie i może taka być, w znakomitej większości przypadków absolutnie nie oznacza niczego groźnego. Szmery występują u ponad połowy dzieci, a przecież o wadach serca u znajomych nie słyszymy aż tak często. Częstość wrodzonych wad serca w populacji polskiej wynosi poniżej 1%, przy czym zdecydowana większość tych wad wykrywana jest jeszcze przed porodem i w okresie noworodkowym.
Szmer niewinny lub fizjologiczny, bo tak właśnie nazywamy szmer bez wady wrodzonej serca, to po prostu słyszalny przepływ krwi w zupełnie prawidłowo zbudowanym sercu. No dobrze, pomyślicie, ale przecież u każdego w sercu płynie krew – dlaczego u niektórych ją słychać, a u niektórych nie? Odpowiedź jest prosta i oczywista: bo każde dziecko jest inne. Jedno lepiej tańczy, drugie lepiej śpiewa; jedno ma oczy niebieskie, a drugie zielone… i w końcu jedno ma pewne elementy w sercu, które sprzyjają występowaniu szmeru, a drugie ich nie ma.
Jakie są więc te elementy? Najczęściej winowajcą jest struna rzekoma – czyli niteczka pomiędzy dwiema ścianami lewej komory serca, która wpada w drgania pod wpływem uderzającego w nią strumienia krwi. Czasem jest jedna, czasem jest ich więcej, ale najważniejsza informacja jest taka, że ta niteczka nie jest niczym groźnym, nie wymaga jakiegokolwiek leczenia czy kontroli – ot, jest, a jej główną funkcją jest zestresowanie rodziców i lekarza. Inne tkanki serca również mogą być położone lub zbudowane tak, że łatwiej wpadają w wibracje, na przykład podczas przepływu przez duże tętnice lub żyły. I również, o ile nie potwierdzi się istnienia wady serca, to nie wymaga to jakiejkolwiek interwencji.
Kolejnym czynnikiem wpływającym na to, czy szmer słychać czy też nie, są okoliczności, w jakich dziecko jest badane. Kiedy krew płynie szybciej, to istnieje większa szansa, że wprawi w drgania któryś z wymienionych wyżej elementów. A kiedy płynie szybciej? U maluchów najczęściej ma to miejsce podczas infekcji i gorączki, ale także przy wysiłku (uwaga: płacz u dziecka to również wysiłek!). Nic więc dziwnego, jeśli na bilansie lekarz badający dziecko dotychczas nic nie wspomniał o szmerze – mógł go nie usłyszeć i to nie dlatego, że zbadał niedokładnie lub miał brudne uszy! A może podczas poprzednich wizyt mały pacjent był nieco mniej współpracujący (wiercił się, wykręcał, pojękiwał lub płakał) i dopiero teraz udało się wychwycić tę cichutką zmianę?
No właśnie, skąd wiadomo, że to szmer fizjologiczny, a nie wynikający z choroby serca? Są pewne punkty przy osłuchiwaniu, które szmer musi spełnić, żeby go uniewinnić. Ocenia się między innymi jego głośność, lokalizację, fazę pracy serca, w której występuje. Ponadto jak już wcześniej wspominaliśmy, najczęściej informacja o dodatkowym hałasie nad sercem pada przy okazji wizyty z zupełnie innego powodu u ogólnie raczej zdrowego malca. Inną pocieszającą myślą jest to, że jeśli usłyszymy o szmerze u własnego dziecka dopiero w wieku żłobkowym lub przedszkolnym, to szanse na to, że sprawa jest groźna, znacząco maleją (choć nigdy do zera!). Zastanówmy się: czy jeśli nasz maluch miałby poważną, wrodzoną wadę serca, to czy prawdopodobne jest, że przeżyłby w dobrym zdrowiu te kilka lat bez żadnego leczenia?
Uff, no to można odetchnąć z ulgą! Pewnie to szmer niewinny, nic strasznego się nie dzieje, a lekarz dał skierowanie do kardiologa dziecięcego bardzo na wyrost i nie ma się tym co przejmować.
I znowu musimy się tu na chwilkę zatrzymać. Owszem, statystycznie najczęściej mamy do czynienia ze szmerem niewinnym. Ale nawet spełnienie wszystkich wyżej wymienionych punktów „uniewinniających”, a także bardziej starszakowy niż noworodkowy wiek dziecka nie dają nam 100% pewności. Dzieci, jak już ustaliliśmy, są bardzo różne i różnie też reagują na badanie. W dodatku badający lekarz również lekarzowi nierówny – jeden ma bardziej czuły słuch, a inny mniej. Niech jeszcze trafi się za ścianą gabinetu remont albo inny płaczący pacjent… No i wreszcie – medycyna jest bardzo nieprzewidywalna i potwornie dobra w uczeniu pokory.
Zatem: kochaj, ale sprawdzaj! Najlepszą metodą na sprawdzenie, czy serce faktycznie nie ma żadnej groźnej wady, jest wykonanie badania echokardiograficznego. Porównać je można do USG jakiegokolwiek innego miejsca w ciele – wymaga nieco współpracy od dziecka i rodzica, chwilę trwa, ale jest bezpieczne, niebolesne i pozwala nam dosłownie zajrzeć do wnętrza serca. A wówczas, zależnie od tego, co tam zobaczymy, możemy faktycznie odetchnąć z ulgą albo planować dalsze postępowanie.
Ale jakby to było za mało emocji dla rodziców, to warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy: oprócz tego, że dzieci są bardzo różne, to także bardzo szybko rosną i się zmieniają. Jeśli zatem jako rodzic usłyszysz po pierwszym badaniu echo, że wszystko jest w porządku, ale warto byłoby powtórzyć badanie za X miesięcy lub lat, nie panikuj! To nie znaczy, że lekarz skłamał, że wszystko jest w porządku, a tak naprawdę coś przed tobą ukrywa. To znaczy, że też stosuje się do zasady „kochaj, ale sprawdzaj”. Podobnie sprawa ma się w kwestii pojawienia się nowego szmeru lub zmiany jego charakteru – jeśli pediatra zwróci uwagę na coś nowego podczas badania, naprawdę warto mu zaufać i powtórzyć badanie echo, nawet jeśli kilka miesięcy czy kilka lat temu było prawidłowe. Ostatecznie wszystkim nam przecież zależy, żeby żadna choroba u naszych milusińskich nam nie umknęła, prawda?
